<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2"?>
<rss version="2.0">
<channel>
<title>Pathologic Squad</title>
<link>http://www.pathologicsquad.pun.pl</link>
<description> Pathologic Squad</description>
<language>pl</language>
<docs>http://backend.userland.com/rss</docs>
<item>
<title>Opowiadanka.</title>
<link>http://www.pathologicsquad.pun.pl/viewtopic.php?pid=222#p222</link>
<guid isPermaLink="false">222@http://www.pathologicsquad.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Przedstawię unikalną książkę&nbsp; z gry margonem , dostępną po wykonaniu questa.<br /><br /><br /><span style="font-size: 16px"><strong>Naznaczony od urodzenia</strong></span><br /><br /><br /><span style="font-size: 16px"><strong>Skryba Finezjusz</strong></span><br /><br /><br /><strong>Nad wioską zaległa noc. Światło księżyca oświetlało drogę, po której kroczył zakapturzony wędrowiec. Jego twarz ukryta była w półmroku, laska na której się wspierał oświetlała mu drogę dziwnym, magicznym strumieniem. Zbliżywszy się do jednego z domów zapukał do drzwi. Czynność powtórzył kilkukrotnie, aż te otworzyły się skrzypiąc przeraźliwie. Na twarzy gospodarza zarysowało się lekkie zdziwienie. Nie spodziewał się gościa o tej porze. Nie wiedział, czym spowodowana jest ta tajemnicza wizyta. Zaprosił mnicha do domu częstując strawą, jednak ten odmówił. Wyjawił mu przyczyny tego nocnego spotkania, które sprawiły że mieszkaniec wioski zamarł na chwilę. To nie mogła być prawda, to tylko zły sen, z którego chciał się obudzić. Wiedział, że jego syn od urodzenia posiadał dar, który niejednokrotnie zaskakiwał mieszkańców osady, jednak do głowy mu nie przyszło, że skrzętnie ukrywane umiejętności mógł dostrzec ktoś spoza Torneg. Jak się okazało Mauri od urodzenia był obserwowany i został wybrany do służby w zakonie mnichów.Zadaniem ojca było poinformowanie go o tej decyzji, która miała zmienić jego całe życie. Starzec wychodząc z chaty powiedział, że wróci tu za kilka dni, prosząc by chłopiec był gotowy do drogi... Siedem dni później zakapturzona postać ponownie zawitała do wioski prowadząc ze sobą dwa objuczone konie. Mauri wiedział, że nadszedł czas opuścić rodzinne domostwo. Ojciec zdążył mu wytłumaczyć powody rozstania, choć chłopiec nie był pewien do końca, czy dobrze wszystko zrozumiał. Nieznajomy nieco go przerażał, czuć było od niego dziwny chłód. Jego spojrzenie świdrowało duszę, przewiercało myśli na wskroś, paraliżowało ruchy. Ostatni uścisk zalanej łzami matki i chłopiec dosiadł przyprowadzonego konia. Nie miał wiele bagażu, kilka ubrań, trochę strawy na drogę i jego ukochane książki to wszystko, co zabrał ze sobą. Od dzieciństwa garnął się do nauki, jedna ze starszych kobiet z wioski w przeszłości wiele mu czytała. Zainspirowany opowieściami chłopiec pogłębiał swą wiedzę, opanował sztukę czytania i pisania, każdą wolną chwilę poświęcał na wertowanie kart ksiąg,które były niezrozumiałe dla jego rówieśników. Lecz to nie był jedyny jego dar, z czasem pojął, że potrafi więcej od zwykłych ludzi. Potrafił posługiwać się mocą. Rodzice tłumili w nim te umiejętności, zabronili pokazywać je innym. Twierdzili, że to sprowadzi na niego kłopoty. W tej chwili Mauri zrozumiał, że mieli rację. Wsiadając na konia chłopak rzucił ostatnie spojrzenie w stronę rodzimej zagrody. Łzy cisnęły mu się do oczu, jednak nie pozwolił emocjom wziąć górę. Zacisnął zęby i jechał w ślad za tajemniczym przybyszem. <br />Dni ciągnęły się przeraźliwie, każdy podobny był do poprzedniego. Początkowo Mauri próbował je liczyć wrzucając do skórzanego woreczka jeden kamyk każdego świtu, z czasem zaprzestał tej czynności, stracił rachubę. Domyślał się, że przebył już niewiarygodnie wielką drogę, a powrót do domu stał się nierealny. Z drugiej zaś strony miał wreszcie okazję na własne oczy zobaczyć wiele cudów, opisywanych w książkach. Stworzenia o zielonej skórze, posługujące się bronią jak ludzie, kobiety przemienione w ptaki, o wielkich skrzydłachz połyskującymi piórami, a także groźnie wyglądających szponach, którymi rozszarpywały swe ofiary. Niechybnie jedną z ofiar stałby się i on gdyby nie protekcja mnicha. Magicznymi zaklęciami bronił ich przed napaściami tych przedziwnych kreatur. Mauri zaczął doceniać potęgę magii, chciał nią władać równie dobrze jak mnich, próbował nawet nawiązać z nim rozmowę, jednak jego przewodnik był małomówny. Wciąż powtarzał, że wiedzę która jest mu przeznaczona posiądzie w miejscu, uznanym za cel ich wędrówki. Po przemierzeniu dolin usłanych kwiatami, kopalni zasiedlonych przez klan zielonych orków, gór pod władaniem złowrogich harpii oraz jaskiń zasiedlonych przez potężne olbrzymy, wkroczyli do krainy śniegu. Dech w piersiach zapierał widok, jaki ukazał się oczom Mauriego. Szczyty lodowych gór skrytych w chmurach, drzewa pokryte białym puchem, a także doliny kąpiące się w promieniach słońca to widok, którego wyobraźnia chłopca nie była w stanie pojąć. Niezmącony spokój koił zmęczenie, jakim obarczona była wielodniowa wędrówka.Jedynie wiatr cicho pogrywał na gałęziach drzew, zrzucając z nich delikatne płatki śniegu, które bezszelestnie opadały na ziemię, przytłoczoną grubą warstwą białego całunu. Kraina wyglądała na niezasiedloną, niedostępną, spokojną a zarazem groźną. Nie do pomyślenia było, by ktokolwiek mógł tu żyć w tak srogich warunkach. A jednak szlaki nie wyglądały na zaniedbane, co więcej ślady stóp odbite w śniegu sprawiały wrażenie całkiem świeżych. Stanowiło to dla chłopca zagadkę, która wyjaśniła się wkrótce, gdy wraz ze swym przewodnikiem stanęli przed mostem. Gęsta mgła zasnuwająca to miejsce nie pozwalała dostrzec, co się za nim znajduje.<br />Z każdym kolejnym krokiem chłopiec dostrzegał coś wyłaniającego się z gęstego powietrza. Jego oczom ukazały się rysy potężnej budowli. Mauri stanął przed wrotami świątyni andarum, które na znak mnicha otworzyły się z cichym zgrzytem. Chłopak nigdy nie był w tak wielkiej budowli. Sala główna wyglądała na pomieszczenie służące do zgromadzeń, znajdowała się tam duża ilość krzeseł i coś na pokrój tronu stojącego na przeciwko nich.Nie miał wiele czasu by się przyjrzeć dokładnie, gdyż starzec skierował go do kolejnej komnaty. Oszołomiony przepychem chłopiec chłonął widok pięknych pomieszczeń, aż w końcu wkroczył do magazynu. Ogrom skrzyń i ludzi tam pracujących bardzo go zaskoczył. Nie miał pojęcia gdzie się znajduje, jednak był pełen podziwu dla świetnej organizacji tego miejsca. Magazynierzy kłaniali się jego opiekunowi, wyglądało na to, że jest kimś ważnym. Po chwili mnich skierował go do kolejnych drzwi, zaczęli schodzić do podziemia. Mauri nie wiedział, czego się spodziewać, jednak po przekroczeniu progu jego serce zabiło mocniej. Przed nim znajdowały się olbrzymie regały z prawdopodobnie ręcznie rzeźbionymi zdobieniami, na półkach spokojnie stały sobie książki w ilościach, jakich nigdy do tej pory chłopiec nie widział. Obszerne tomiska, oraz niewielkie rękopisy, w skórzanych oprawach, złoto zdobionych tytułach. Zwoje zapisanych pergaminów, woluminy czekające aż znajdą się w ludzkich rękach, by móc zaprezentować się w całej okazałości. W powietrzu czuć było ich zapach,jedynym rodzajem światła były zapalone świece i lampy naftowe stojące na stolikach, przy których inni mnisi podobni do jego opiekuna wertowali zaciekle stare księgi, inni chyba je przepisywali bądź tłumaczyli. Chłopcu trudno było odgadnąć, czym się dokładnie zajmują, jednak z całego serca chciał się dowiedzieć, co to za miejsce, dlaczego go tu przyprowadzono i jakie są zamiary względem niego tego uczonego zgromadzenia. Przemierzając korytarze obszernej biblioteki dotarli do jej centralnego miejsca, w którym znajdowało się olbrzymie biurko wraz z wielkim fotelem, na którym spoczywał mnich zupełnie odmiennie ubrany od pozostałych. Na głowie miał szeroki kapelusz, jego szaty mieniły się tajemniczym fioletowym blaskiem a w ręku dzierżył drewnianą laskę zakończoną na szczycie turkusową kulą, która intrygująco pobłyskiwała. Chłopiec domyślił się, że człowiek ten jest opatem świątyni, dlatego ukłonił mu się nisko witając się z mnichem. Chwilę milczenia przerwał jego dostojny głos, który z wielkim spokojem wyjaśnił Mauriemu przyczyny sprowadzenia go do klasztoru.Podekscytowany młodzian wysłuchał przemowy opata, jednak nie wszystkie jej elementy go radowały. Z dniem dzisiejszym miał zostać włączony do szeregów zakonu, studiować księgi, uczyć się magii, której dar otrzymał podczas narodzin i choć szczerze tego pragnął, zostało to okupione smutną przysięgą. Otóż od dnia dzisiejszego nie wolno mu było opuszczać murów świątyni, co oznaczało że więcej już nie zobaczy swych bliskich. Zakon miał stać się jego domem, nauka miłością, praca dniem powszednim, a magia ukojeniem zranionej duszy. Po rozmowie z Selderem chłopca zaprowadzono do jego komnaty, stało w niej niewielkie łóżko, obok którego znajdował się stolik z lampą. O jedną ze ścian oparty był niewielki regał, na którym leżały przybory piśmiennicze, atrament, pióro, pergamin. Do tego kilka podręczników. Niewielkie okienko wychodziło na zachód. Zmierzchało już, Mauri zabrał się ochoczo do strawy jaką przynieśli mu mnisi. Spojrzał przez okno na zachodzące słońce, choć niewiele dało się dostrzec przez zamieć, którą rozpętał wiatr. Choć wiedział, że życie jakie będzie od tej pory prowadziłjest prawdopodobnie spełnieniem jego marzeń, kładąc się na łóżku uronił łzę za rodzinnymi stronami,polami porośniętymi złotymi kłosami zbóż, ciepłymi promieniami słońca i rodziną, która była dla niego najważniejszą rzeczą na świecie. Sen długo nie nadchodził, Mauri zastanawiał się nad tym co go czeka, czy podoła stawianym mu wymaganiom przez mnichów, czy nie zawiedzie pokładanych w nim nadziei. W głębi serca postanowił powrócić w rodzinne strony tak szybko, jak tylko to będzie możliwe. Nie zdawał sobie sprawy, że będzie to trudniejsze niż się spodziewał.</strong><br /><br />koniec :)]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Opowiadanka.</title>
<link>http://www.pathologicsquad.pun.pl/viewtopic.php?pid=221#p221</link>
<guid isPermaLink="false">221@http://www.pathologicsquad.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<strong>Więźniowie nie czekając ani chwili dosiedli tych podniebnych bestii wzbijając się w powietrze. Nie mieli pojęcia jak się zachować. Przybysz gwizdnął jeszcze raz i wyznaczył drogę, w którą pośpiesznie się oddalili pod osłoną nocy.</strong><br /><br />koniec :)]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Opowiadanka.</title>
<link>http://www.pathologicsquad.pun.pl/viewtopic.php?pid=220#p220</link>
<guid isPermaLink="false">220@http://www.pathologicsquad.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<strong>W noc, gdy postanowił wziąć na siebie winę, za przypisywany mu występek zdarzyło się coś, czego się nie spodziewał. Usłyszał jakieś ciche stukanie w ścianę. Dźwięk monotonnie się powtarzał przez minuty, kwadranse, godziny. Dziwiło go, że żaden ze strażników tego nie słyszał. Po jakimś czasie z muru, który dzielił ich od wolności wypadła cegła, potem następna, i kolejna. Gerdo mógł w dziurę wsadzić całą głowę, jednak wciąż była za mała, a żeby się przedostać. Podniecony Birt niemalże skakał z radości. Gdy otwór stał się na tyle duży mężczyźni niezwłocznie przecisnęli się przez niego wychodząc na zewnątrz. Wiał okropnie zimny wiatr, a patrząc w dół ujrzeli przed sobą przepaść. Nie mieli drogi ucieczki, zastanawiali się, kto i w jaki sposób się tu przedostał. Po chwili znali już odpowiedzi na te pytania. Do skarpy na przeogromnym gryfie podleciał zakapturzony człowiek. Oznajmił że przybył po nich na zlecenie swego pana. Ciche gwizdnięcie przywołało dwa następne stworzenia, które prawie że bezszelestnie wylądowały na skarpie.</strong>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Opowiadanka.</title>
<link>http://www.pathologicsquad.pun.pl/viewtopic.php?pid=219#p219</link>
<guid isPermaLink="false">219@http://www.pathologicsquad.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<strong>Tego wieczoru dalej już nie rozmawiali. Chłodne powietrze wpadające przez kraty w drzwiach skłoniło ich do szybkiego położenia się do łóżek. Gerdo nawet nie wiedział, kiedy usnął. Poranek przywitał ich lodowatym powiewem powietrza. Para wydobywająca się z ich ust wraz z każdym oddechem unosiła się w powietrzu. Gerdo nie mógł uwierzyć, że to nie był sen. Niestety każde kolejne uszczypnięcie nie przynosiło rezultatu. Usiadł na łóżku zakrywając twarz w dłoniach. Nie wiedział co ma robić, co ma myśleć, jak się zachowywać. Dyskusja z Birtem nie miała sensu. Musiał wymyślić jakiś sposób na ucieczkę. Może to, co mówił złodziejaszek było prawdą? Może rzeczywiście ktoś pomoże im w ucieczce. Pozostawało mu jedynie czekać. <br />W ciągu kilku dni mnisi odwiedzili ich tylko raz z zapytaniem o sprawcę kradzieży. Oznajmili, że złoczyńców nie zamierzają karmić, dlatego czeka ich śmierć z głodu lub przyznanie się do winy. Gerdo zastanawiał się, czy nie przyznać się do nie swojego przestępstwa, żołądek z czasem zaciskał mu się co raz bardziej. Czuł jak opadał z sił.</strong>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Opowiadanka.</title>
<link>http://www.pathologicsquad.pun.pl/viewtopic.php?pid=218#p218</link>
<guid isPermaLink="false">218@http://www.pathologicsquad.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<strong>wybrałem pierwszą opcję - z przekąsem powiedział Birt spoglądając w stronę swojego kompana.<br />- Chyba oszalałeś! Nie mam zamiaru być twoim wspólnikiem! Co to w ogóle za doktryna, którą ukradłeś? To coś bardzo cennego? Mam nadzieję, że nic nam nie zrobi ta zgraja dziwaków - odpowiedział, rzucając swemu rozmówcy pogardliwe spojrzenie.<br />- Nie denerwuj się przyjacielu, mam dla ciebie dobrą i złą wiadomość. Doktryna jest bardzo cenną księgą, gdyby udało nam się ją sprzedać bylibyśmy ustawieni do końca życia, jednakże osoba, która chce mieć ją w swoim posiadaniu może spróbować nas stąd wyciągnąć. Informacje, które mogę jej przekazać, są bardzo cenne.Znam ten budynek jak własną kieszeń. Całe szczęście mnisi o tym nie wiedzą - roześmiał się Birt, kładąc się na łóżku. <br />- Ciekawe tylko kiedy... Sami nie uciekniemy, a obserwując twoją chęć do przyznania się, nie sądzę żeby uznali mnie za niewinnego - powiedział Gerdo, podchodząc do malutkiego okienka, przez które widać było gwieździste niebo.</strong>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Opowiadanka.</title>
<link>http://www.pathologicsquad.pun.pl/viewtopic.php?pid=217#p217</link>
<guid isPermaLink="false">217@http://www.pathologicsquad.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<strong>Wiedział, że w ten sposób nic nie wskóra.<br />- Dlaczego się nie przyznałeś? Co ja tutaj robię? Mam obrywać za ciebie? Wiem, że w nocy nie było cię w pokoju! - eksplodował Gerdo.<br />- Spokojnie, to prawda, że nie było mnie w nocy w pokoju, ale w takim razie dlaczego mnie kryłeś przed tymi staruchami? - odpowiedział Birt.<br />- Nie wiedziałem, co robisz, ani gdzie jesteś. Nie spodziewałem się, że możesz być w to zamieszany, dlatego nie chciałem kierować podejrzeń w twoją stronę - odparł ze złością Gerdo.- To miło z twojej strony. Nie spodziewałem się, że mnisi tak szybko się zorientują. Wtedy lepiej ukryłbym doktrynę. Nie mieli problemu ze znalezieniem jej pod naszą pryczą. - roześmiał się magazynier.<br />- Co w tym śmiesznego? Lepiej wymyśl, jak wydostać nas z tych tarapatów. Chyba nie sądzisz, że wezmę winę na siebie?! - ze złością zapytał młodzian.<br />- Dobrze by było, ale domyśliłem się, że nie będziesz zadowolony. Jednak mając do wyboru podzielenie winy na dwóch, a osobiste oberwanie za tą kradzież,</strong>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Opowiadanka.</title>
<link>http://www.pathologicsquad.pun.pl/viewtopic.php?pid=216#p216</link>
<guid isPermaLink="false">216@http://www.pathologicsquad.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<strong>którą dzielił z Birtem znaleziono przedmiot, którego dzisiejszego poranka mnisi poszukiwali. W zakonie rzadko zdarzały się kradzieże. Najczęściej to magazynierzy wynosili jakieś rzeczy, handlując z kupcami. Zapowiadał się wyjątkowo długi wieczór, ponieważ, jak zdążył zauważyć, Birt nie przyznawał się do winy, co stawiało Gerdo w świetle podejrzeń na równi swego kompana, a że wcześniej nie powiedział pełnej prawdy przesłuchującemu go mnichowi,teraz sprostowanie swoich zeznań wydawało się dużo trudniejsze i niekoniecznie korzystne, gdyż mędrcy mogliby źle zareagować na wiadomość, że zostali przez niego okłamani. Zapytani ponownie o to, kto jest sprawcą kradzieży obydwaj wyparli się winy. Rozzłoszczeni mnisi zadecydowali o wtrąceniu ich do lochów, strażnicy odprowadzili ich do celi, po czym z impetem zamknęli drzwi. Przerażony Gerdo zastanawiał się, co teraz go czeka. Nie wiedział, jak zostaną potraktowani, czy zakon posunie się tak daleko, by ich torturować. Ze złością spoglądał na swojego towarzysza, chciał się rzucić na niego i sprawić mu niezły łomot.</strong>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Opowiadanka.</title>
<link>http://www.pathologicsquad.pun.pl/viewtopic.php?pid=215#p215</link>
<guid isPermaLink="false">215@http://www.pathologicsquad.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<strong>- Szczerze mówiąc, nie zwróciłem na to uwagi. Miałem ciężki dzień i marzyłem jedynie o ciepłym łóżku. Potrzebowałem wypoczynku - odparł wymijająco Gerdo.<br />Doskonale wiedział, że w pokoju nie było Birta. Nie wiedział, dlaczego o tak późnej porze przebywał poza komnatą, jednak nie chciał skierowywać podejrzeń na niego. Po zakończeniu rozmowy zaczął rozglądać się za współlokatorem, jednak tego nigdzie nie było widać. Przeszukiwania pokojów trwały nadal, magazynierów skierowano do pracy. Czas leciał powoli, dzień dłużył się niemiłosiernie, Gerdo był ciekaw, co z tego wszystkiego wyniknie. Wypytywał o Birta, ale nikt nie wiedział, gdzież to się podział. Pod koniec pracy Gerdo wezwano do jednego z gabinetów. Tam z zaskoczeniem zastał siedzącego przy biurku kolegę. Jego wyraz twarzy wskazywał kłopoty, próbował dawać mu jakieś znaki, ale mężczyźni nie zrozumieli się. Wezwanego posadzono obok obecnego już w sali pracownika, rozpoczęło się przesłuchanie. Zaskoczony Gerdo na początku nie miał pojęcia, co się dzieje. Jednak, jak się okazało, pod jego pryczą,</strong>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Opowiadanka.</title>
<link>http://www.pathologicsquad.pun.pl/viewtopic.php?pid=214#p214</link>
<guid isPermaLink="false">214@http://www.pathologicsquad.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<strong>Najwidoczniej czegoś szukali. Pojedynczo wzywali do siebie magazynierów, przeprowadzając z nimi rozmowy. Nikt do końca nie wiedział, o co chodzi. W pewnym momencie do Gerdo podszedł mnich, prosząc go na stronę. Był bardzo przejętych, z wyrazu twarzy dało się odczytać strach. Starzec rozejrzał się wokół, by mieć pewność, że nikt ich nie podsłuchuje, po czym zapytał:<br />- Przepraszam cię za tą nieprzyjemną sytuację, ale nie mogę zdradzić szczegółów. Czy nie zauważyłeś wczoraj wieczorem lub w nocy niczego podejrzanego? - zwrócił się do magazyniera.<br />- Nie, nic nie zwróciło mojej uwagi - odparł spokojnie Gerdo - tak jak każdego innego dnia, po skończonym dniu pracy udałem się do mojego pokoju, położyłem się chwilę, aby odpocząć, a potem udałem się posilić i wróciłem, by położyć się spać.<br />- A powiedz mi, czy twoi współlokatorzy byli cały czas w pokoju, kiedy wróciłeś z refektarza? - zapytał mnich nerwowo drapiąc się po brodzie.</strong>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Opowiadanka.</title>
<link>http://www.pathologicsquad.pun.pl/viewtopic.php?pid=213#p213</link>
<guid isPermaLink="false">213@http://www.pathologicsquad.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<strong>Z czasem nie muszą już dźwigać skrzyń,a negocjują warunki z handlarzami, decydują o rozstawieniu towaru w salach i innych kluczowych sprawach, które są zbyt ważne, a żeby młodzi pracownicy mogli je ustalać.<br />Dni mijały beztrosko, każdy podobny do siebie. Gerdo szybko nawiązał nowe znajomości, swoją pracę wykonywał wzorowo, lecz z czasem zaczął tęsknić do dawnego życia, słońca wesoło święcącego w oczy, spania pod gołym niebem, a przede wszystkim do ciepłych krain, miękkiej zielonej trawy, zapachu kwiatów.<br />* * *<br />Któregoś mroźnego poranka Gerdo obudziło dziwne zachowanie innych magazynierów, chodzili przyśpieszonym krokiem, coś szeptali między sobą rozglądając się na boki. Długo nie mógł dowiedzieć się, co się stało. Żaden z jego znajomych ze świątyni nie potrafił mu udzielić konkretnej odpowiedzi na pytanie, co jest powodem tego zamieszania. W magazynie, pojawili się mnisi, rozmawiając przyciszonym głosem. Zaczęli wchodzić do komnat pracowników, przeszukując dokładnie ich rzeczy.</strong>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Opowiadanka.</title>
<link>http://www.pathologicsquad.pun.pl/viewtopic.php?pid=212#p212</link>
<guid isPermaLink="false">212@http://www.pathologicsquad.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<strong>Widok podziemnej sali wypełnionej skrzyniami, workami i wieloma innymi przedmiotami wzbudzał wielkie wrażenie. Nie sposób było nie popaść w zachwyt, przeogromna przestrzeń pod murami świątyni zapewniała bezpieczne schronienie, zwłaszcza jeśli miało się tak doskonałe zaopatrzenie. Nie musiał długo stać bezczynnie, po chwili podszedł do niego mężczyzna o sędziwym już wieku jak mniemał obserwując jego twarz, usianą siwymi włosami. Gerdo domyślał się, że pełni tu on ważną funkcję, dlatego uprzejmie się przedstawił. Nieznajomy odpowiedział skąpym uśmiechem i rozpoczął oprowadzanie go po salach wraz z tłumaczeniem zakresu obowiązków. Tak, jak się spodziewał, miał za zadanie być siłą roboczą, przenosić i układać skrzynie, trzymać porządek na salach. Od czasu do czasu wybierać się na polowanie. Nic odpowiedzialnego, co bardzo go ucieszyło. Wyznaczono mu również opiekuna, z którym miał na co dzień pracować. Był to mężczyzna starszy stażem niż Gerdo, jednak niepracujący w świątyni jeszcze zbyt długo. Weterani piastowali lepsze stanowiska.</strong>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Opowiadanka.</title>
<link>http://www.pathologicsquad.pun.pl/viewtopic.php?pid=211#p211</link>
<guid isPermaLink="false">211@http://www.pathologicsquad.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<strong>- Wszystko już przemyślałem, nie boję się nikogo, a ponieważ oferujecie godziwą zapłatę i dobre warunki pracy, chcę przez najbliższy rok tu pozostać. Powiedz, gdzie mam złożyć swój podpis - zapytał Gerdo starszego człowieka.<br />- Gdziekolwiek na dole dokumentu - odparł mnich,, po czym podał mu pergamin i pióro.<br />Gerdo niezwłocznie dopełnił formalności, po czym wziąwszy swoje rzeczy udał się w głąb świątyni, gdzie zmierzali inni ludzie, jemu podobni. W komnatach, przez które przechodził, było bardzo tłoczno, dokoła panował gwar. Nie spodziewał się tu takiej ilości ludzi. Kupcy, magazynierzy, mnisi. Wszyscy stłoczeni w jednym budynku. Ze względu na pogodę, handlować na zewnątrz się nie dało. Gerdo zapytał mijającego go mężczyznę, dokąd ma się zgłosić jako młody pracownik, na co ten skierował go głównego magazynu.</strong>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Opowiadanka.</title>
<link>http://www.pathologicsquad.pun.pl/viewtopic.php?pid=210#p210</link>
<guid isPermaLink="false">210@http://www.pathologicsquad.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<strong>- Witaj w Świątyni Andarum, to prastare miejsce od lat jest domem dla mnichów dbających o dziedzictwo kultury i nauki tego regionu. Aby móc sprawnie funkcjonować w krainie śniegu, musimy mieć dobrze zaopatrzone i utrzymane magazyny. Jak rozumiem jesteś jednym z ochotników na pracownika naszych składów? - zapytała zakapturzona postać.<br />- Tak, przybyłem, by zaciągnąć się na jakiś czas w wasze szeregi. Chciałbym tu pracować - odparł szybko Gerdo.<br />- A czy zdajesz sobie sprawę, że nie jest to miejsce do końca bezpieczne? Pomimo, że kraina wydaje się wyludniona czasem pojawiają się tu śmiałkowie zwabieni wyssanymi z palca opowieściami o skarbach zgromadzonych wewnątrz. Żyją tu drapieżne zwierzęta, które potrafią być niebezpieczne dla ludzi. Zanim cokolwiek podpiszesz przemyśl to, co ci powiedziałem. Później nie będzie już odwrotu. - ze stoickim spokojem oświadczył mnich.</strong>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Opowiadanka.</title>
<link>http://www.pathologicsquad.pun.pl/viewtopic.php?pid=209#p209</link>
<guid isPermaLink="false">209@http://www.pathologicsquad.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<strong>Następnie dni również mijały beztrosko, nawet nocą jego spokój nie został niczym zakłócony. Sielankę przerwały jedynie olbrzymie monstra, które zaatakowały Gerda, gdy ten przeprawiał się przez kamienne jaskinie, przebiegające pod pasmem górskim, za którym miała znajdować się śnieżna kraina z położoną w niej świątynią. Przestraszony wędrowiec zdołał przedrzeć się wąskimi korytarzami do wyjścia. Najwidoczniej powolne olbrzymy brzydziły się chłodem lub światłem dziennym, ponieważ nie zdecydowały się podążać jego śladem. Po kilku krokach Gerdo dostrzegł przez mgłę budowlę, która prawdopodobnie była poszukiwaną przez niego świątynią. Znajdowała się za wzmocnionym mostem linowym, który nie wyglądał zbyt bezpiecznie. Przy drzwiach powitali go strażnicy, zapytali o powód jego przybycia, a następnie jeden z nich zaprowadził go do komnaty, gdzie przy starym biurku siedział mnich piszący coś piórem po starym pergaminie.</strong>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Opowiadanka.</title>
<link>http://www.pathologicsquad.pun.pl/viewtopic.php?pid=208#p208</link>
<guid isPermaLink="false">208@http://www.pathologicsquad.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[<strong>Jednak nie pił zbyt wiele, ażeby z samego rana być gotowym do długiej i niebezpiecznej drogi, jaka go czekała. Z nastaniem poranka Gerdo zerwał się z łóżka. Zadowolony stwierdził, że nie czuje żadnego bólu, który mógł być konsekwencją wieczornej biesiady. Szybko spakował swoje rzeczy, do pasa przymocował pochwę z mieczem, który podarował mu Romi. Nieroztropnym byłoby wyruszać w podróż przez dzikie doliny bez jakiejkolwiek broni. Wszelakich bestii na traktach ostatnimi czasy nie brakowało. Czekała go długa droga, tym bardziej, że młodzian nie posiadał konia. Nie zważając na to, Gerdo czym prędzej wyruszył w stronę doliny orków. Miał już styczność z tymi potworami i wiedział, że nie są to przyjaźnie usposobione stworzenia. Stwierdził, że w najgorszym przypadku będzie zmuszony zawrócić i oczekiwać na jakąś karawanę podróżującą przez te tereny.<br />Słońce świeciło, ptaki pięknie śpiewały umilając wędrówkę podróżnikowi. O dziwo, pomimo kilkugodzinnej obecności w dolinie orków, nie został zaatakowany.</strong>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 28 StyczeĹ</comments>
</item>
</channel>
</rss>
